Champion
nemopic nemoabyss
crew2
Linia
glob
linieStil

Established April 2004 - Last Update 18.09.2016

linieStil

Champions

Przez dłuższy czas udawało nam się jako załoga pokonywać przeciwności losu, morza i techniki. Nie oznacza to jeszcze, że Lucek oszczędził nam swoich dziwactw, Desperado niespodzianek, a Cabo Verdianie przesądów. Szczególnym miejscem pod względem niespodziewanych wydarzeń okazał się był maleńki walijski porcik, którego nazwy nie pamiętam nie tylko ja, ale także jego mieszkańcy.

W tym zapomnianym przez boga miejscu ładowaliśmy złom, za pomocą zabytkowej koparki. Zresztą to nic dziwnego na terenie Imperium Brytyjskiego. Egzystują tam jeszcze prawa spisane za panowania Henryka VIII, budowle użyteczności publicznej pochodzą z epoki Elżbiety I, a urządzenia portowe były cudem techniki za czasów królowej Wiktorii. Co najdziwniejsze to wszystko jakoś działa i jeść nie woła. Załadunek przeciągał się więc w nieskończoność, a operator koparki starał się nas załadować jeszcze w bieżącej pięciolatce. Padał deszcz i nuda panowała w okolicy dwudziestu wiorst. Wieczorami chadzaliśmy do pobliskiego i jedynego Pubu, gdzie podawano tylko dwa gatunki piwa (cieple lub letnie), atrakcję stanowił zniszczony bilard, a płyty w szafie grającej miały nalepkę “His Master’s Voice”.

TopGun znalazł na złomie rower i w napadzie melancholii postanowił przywrócić mu dawną świetność. Nikogo to nie dziwiło, ludzie w desperacji czynią gorsze rzeczy. Dwa dni później rower był gotowy do odbioru technicznego. TopGun dumny z efektu swej pracy, majestatycznie zataczał rundy honorowe na nabrzeżu.

Zmotywowało to wszystkich innych do sprawdzenia jego pojazdu w warunkach ekstremalnych. Taka choroba zawodowa. Z cegieł i deski zbudowaliśmy coś na kształt skoczni i jak to bywa u małych chłopców, ktoś wyskoczył z pomysłem by urządzić mistrzostwa świata w skoku w dal, namawiać nie trzeba było nikogo. Dziwne, że podobne mentalnością nie różnią się między sobą mali chłopcy z Europy i z Afryki.

Całość zmagań obserwowała Annie z okna swojej kabiny, dochodząc do wniosku, że cieniasy z nas nieprawdopodobne. Wiedziona instynktem, postanowiła wystąpić w barwach Zjednoczonego Królestwa. Nie pomagały perswazje, że to nie zabawa dla małych dziewczynek. Prosiliśmy, groziliśmy że Glennowi powiemy, demotywowaliśmy, straszyliśmy, wszystko po próżnicy. Annie wszystkie nasze argumenty zbywała stwierdzeniem, że jesteśmy po prostu męskie szowinistyczne świnie i kieruje nami obawa przed blamażem. A w ogóle to dawać rower.

Obserwowaliśmy z duszą na ramieniu, poczynania naszej pani kapitanowej. Annie wzięła odpowiedni rozpęd, ruszyła z kopyta nabierając błyskawicznie prędkości jak kometa Halleya. Pędząc w stronę skoczni krzyczała jeszcze- teraz zobaczycie gnojki. Znaczy konkretnie wyraziła się “onaniści”, ale “gnojki” brzmi bardziej literacko. Na kilka metrów przed skocznią, pochyliła sylwetkę, ominęła deskę i....

.....przywaliła całym impetem w podpierające skocznię cegły. Resztę można sobie wyobrazić. Rower stanął jak wmurowany, Annie natomiast wyskoczyła jak z procy i przelatując nad kierownicą, szybowała w powietrzu jeszcze kilka metrów. Prawa grawitacji przypomniały jednak o sobie. Rower ze zósemkowanym kołem padł na ziemie, Annie kilka metrów dalej też. Nastała cisza.

- Nie ma co - powiedział TopGun smutnie spoglądając na rower - pobiła wszystkie rekordy. Orlando miał jednak obiekcje czy jej to zaliczyć bo leciała bez roweru, a to nie jest fair. Podeszliśmy do truchła Annie, leżała nie poruszając się i postękiwała cicho:
- Glenn.......Glenn. Mimo że nie była w stanie poruszyć się, zakazałem jej tego definitywnie.

Sprawdziłem czy nie ma czegoś złamanego, na całe szczęście nie miała. Z bólem, ale potrafiła poruszać wszystkimi członkami. Postanowiłem jeszcze sprawdzić czy kojarzy. Posłużyłem się wiedzą zdobytą na kursach i z telewizyjnych seriali. Wodziłem palcem przed oczyma, potem zapytałem czy wie kto jestem i jaki dzień mamy. Skrzywiła się pytając:
- Rockie, wygrałam?

Hej, było jasne - przeżyje. po chwili pojawił się przerażony Glenn, a za nim Ambulans. Lekarz potwierdził moją diagnozę, dał zastrzyk przeciwbólowy i zakazał sportów wyczynowo-ekstremalnych w najbliższym czasie. TopGun ze smutnym wyrazem twarzy obejrzał rower, po czym zaniósł go na złomowisko, a ja zrobiłem dla Annie dyplom pamiątkowy i rysunek obrazujący jej chwilę zwycięstwa. Poszliśmy pogratulować sukcesu. Annie leżała na kanapie, twarz miała opuchniętą, a Glenn kiwał tylko głową. Chyba ucieszyła się z dyplomu, bo po przeczytaniu, zasyczała z bólu wykonując jakiś dziwny grymas. Tak skończył się dzień.

Następnego ranka, o świcie usłyszałem łomotanie do drzwi. Wyskoczyłem jak poparzony. W progu stał Lucek z grobową miną.
- Chief, stało się wielkie nieszczęście - wymamrotał Luci przez łzy - trzeba flagę opuścić do połowy masztu.
Zrobiło mi się zimno i oblał mnie pot.
- Lucek co się stało - prawie wykrzyczałem.
Lucek stał bezradnie i chlipał.
- LUCEK!!!!! - potrząsnąłem nim. Lucek podniósł wzrok i wymamrotał
- Dzisiaj w nocy zginęła w wypadku samochodowym Lady Di, to straszne. - I wziął się i rozpłakał. Nie miałem pojęcia co mam zrobić. Najlepiej przywaliłbym mu w ten łeb.
- Właź - powiedziałem - i Lucek ciężko opadł na fotel. Zrobiłem nam kawy, a dla niego nalałem Whisky.
- Masz wypij - dobrze ci zrobi. Piliśmy kawę a Lucek opowiadał o swojej rodzinie, jak im dwór palili bolszewicy i jak ojca barona pod murem stawiali. Chyba pierwszy raz patrzyłem z sympatią na tego człowieka, bo i był ten Lucek do rany przyłóż, tyle że dziwak czasami. Dopiliśmy kawę, Lucek wstał podał mi elegancko rękę i powiedział
- Dziękuje Panie Chiefie. Poklepałem go po ramieniu
- Mów mi po imieniu, przecież wieziemy dupę na tej samej łajbie. Luckowi jeszcze raz poleciały łzy.
- Dziękuje ci - powiedział i poszedł nam przygotować śniadanie. Kiedy opowiadałem to Glennowi i Annie, w TV pokazywano pierwsze relacje z miejsca wypadu Lady Di, a Annie z wysiłkiem otarła szkliste oczy i spytała:
- Naprawdę martwiłeś się o mnie, pomyślałeś że mi się coś stało?
- Widzisz Annie - wskazałem palcem telewizor - mogło być z tobą znacznie gorzej, nie martwiłem się za małą prędkość miałaś. Glenn wskazał na swa lubą i ni to pytał ni to stwierdził:
- Rockie, ładnie jej w tym sinym kolorze, nie? - Annie gdyby mogła to by nas w tyłki kopnęła, ale nie mogła. Luci ugotował dla niej rosołek z grysikiem - posiłek dla Championa. Chyba nie jesteśmy jednak takimi szowinistycznymi świniami, na jakie czasami wyglądamy.

czytaj dalej...

LiniaEnd

VISITORS