Nick
nemopic nemoabyss
crew2
Linia
glob
linieStil

Established April 2004 - Last Update 18.09.2016

linieStil

Gdy dzwoni Nick

Dzwoni telefon, byłem naiwnie przekonany, że zapewne ktoś jak zwykle chce mnie zaprosić na wieczorne Polaków rozmowy, podnoszę słuchawkę. Po drugiej stronie melduje się niestety, niejaki Nick Side, techniczny firmy  Thomas Watson Shipping Co., a jak Nick dzwoni to nie po to by zapytać o zdrowie rodziny, choć dobrze wychowany Nick zawsze o to pyta. Nie dzwoni by spytać  o pogodę, ogólnie jak leci i takie tam duperele, choć rzecz jasna elegancki Nick o to pyta. Nick zostawia sobie gwóźdź programu na sam koniec rozmowy, więc gdy Nick dzwoni lepiej mu powiedzieć, że złapało się wirusa ebola, żona właśnie odeszła, córka jest na odwykówce, a syn w poprawczaku. Warto też dodać, że wczoraj spłonęło mieszkanie, samochód eksplodował i za pół godziny masz wizytę u prokuratora. A ogólnie to nieźle ci się powodzi. To tak w ramach porady gdyby do kogokolwiek z was kiedykolwiek zadzwonił Nick. Niestety tym razem zapomniałem poinformować Nicka, że żyję w obszarze katastrof nuklearnych i jest ostro napromieniowany, więc Nick łapiąc okazję stwierdził krótko:
- Jutro jesteś w Rotterdamie,  Lady Rea  nie ma Chiefa, bo go aresztowano za podprowadzenie roweru, a w Holandii to gorsze niż handel narkotykami.

Nie pomogło tłumaczenie, że pod moim domem   przesunęła się jakieś 5 minut temu płyta kontynentalna i dwie ulice dalej z nowo utworzonego wulkanu wypływa strumieniami lawa, a w ogóle wyjście z domu nie jest możliwe, bo trzęsienie ziemi, o sile 8 w skali Richtera, zdemolowało schody i żywność dostarczana jest helikopterami.

Zgrzytając resztkami zjedzonych przez szkorbut zębów, byłem następnego dnia w Rotterdamie. Na burcie czekał już na mnie niejaki Glenn Richards kapitan statku. Glenn ucieszył się z mojego przybycia bardzo, choć widział mnie pierwszy raz w życiu. Po prostu Glenn Richards nie lubił się zajmować sprawami, którymi powinienem zajęć się ja, ten typ ludzi tak ma po prostu. Całość formalności powitalnych ograniczyła się do stwierdzenia:
- Dobrze że jesteś, to ja lecę na miasto, jak widzisz leci wyładunek, wracam wieczorem bo przeholowujemy na  Parkade.
I tyle widziałem Glenn’a  i reszta załogi takoż. No nieźle - pomyślałem sobie, a przecież miało być tak pięknie. Glenn faktycznie pojawił się na przeholunek i po zacumowaniu na  Parkade, stwierdził, że czas poznać się trochę bliżej , skoro mamy razem pracować. (pracować?). W tym celu on jako kapitan statku, daje mi 5 minut na wykąpanie się (- Gdzieś, ty tak się wyświnił Chief?), przebranie się i pojawienie w “Brudnym Wacku”, gdzie on Glenn idzie już zamówić kilka piw i poczekać na Nicka, który przyjedzie dzisiaj jeszcze z Rochester. Nick miał zawsze zwyczaj pojawiania się tam gdzie coś się działo i znikać gdy pojawiały się kłopoty. Kłopoty nie były Nick’a specjalnością.

W “Brudnym Wacku”  panowała typowa marynarska atmosfera, królował Glenn, który postanowił załatwić sprawy służbowe jeszcze przed wypiciem dziesiątego piwa.
- Chief - zagaił Glenn - aby nam się lepiej pracowało, (co on taki pracuś?) mów mi po imieniu, a jak ty masz na imię?
Wyjawiłem swe typowo słowiańskie imię, długie i szeleszczące. Glenn skrzywił się tak jak ja czynię na widok angielskiego jedzenia i wypracował sobie typowo anglosaską formę fonetyczną słowiańskiego słowo-tworu. Pierwsze lody zostały złamane. Następnym krokiem było stwierdzenie, że jutro trzeba wymyć ładownie (już zrobione), rozliczyć ładunek (także już zrobione, papiery leża na twoim biurku pracusiu) i przygotować mapy na przejście do Santander (przygotowane i poprawione). Tej części rozmowy przysłuchiwał się już Nick, zaopatrzony w tajemniczy uśmiech na twarzy. Glenowi zagulgotało piwo w przełyku, zakrztusił się i palcem wskazał w moją stronę i kierując słowa do Nick’a spytał:
- On tak zawsze?
-NIESTETY.- Nick potwierdził bolesną prawdę skinieniem głowy i dodał
- Aha - inteligentnie zareagował Glenn - to teraz możemy się napić.
Tak też się stało i mało kto sobie przypomina, jeszcze mniej osób ma ochotę by sobie przypominać, a jeszcze mniej jest w stanie sobie przypomnieć cokolwiek, nie tylko dalszy przebieg wieczoru. Chyba tak jest też lepiej, jeśli snuć domysły na podstawie stanu zdrowia w dniu następnym. A był cokolwiek opłakany. Przechodząc obok kapitańskiej kabiny ujrzałem dwa truchła wyglądem przypominające trupy Glenn’a i Nick’a, malownicze koczujące na kapitańskiech kanapach. Tu światło dzienne ujrzał mój anielski charakter, przygotowałem dla obu Anglosasów mieszankę z calcium, Magnezu multiwitaminy i mleczka aluminiowego i Tabasco, dając gwarancję działania w ciąg najbliższych 15 minut. Obaj Dżentelmeni z niedowierzaniem patrzyli na lekko dymiące szklanki.
- Trust me, I’m a Doctor” - uspokoiłem ich i udałem się do swej kabiny, zająć się dniem bieżącym. Już 12 minut później zobaczyłem w drzwiach dwie uśmiechnięte twarze.
- Masz podwyżkę - powiedział Nick i słowa nigdy nie dotrzymał - Idziemy do biura.
I Obaj poszli do “Brudnego Wacka” w sprawach służbowych rzecz jasna.

Czytaj dalej.....

LiniaEnd

VISITORS