od-Daj glos
nemopic nemoabyss
crew2
Linia
glob
linieStil

Established April 2004 - Last Update 18.09.2016

linieStil

 Zbliżają się wybory prezydenckie w USA. Mieszkańcom tej planety, którzy nie są obywatelami USA, a takich jest na tej planecie przewaga, powinny zwisać nacią od pietruszki. Powinny, ale nie zwisają, gdyż USA rości sobie prawa do bycia “siłą przewodnią” tej planety. Akcent proszę położyć na słowo “siłą”, gdyż właśnie w taki sposób to robią, niezależnie od tego kto do tej pory miał szczęście (lub nieszczęście) być ich prezydentem.

Po prezydenturach obu Bushów, które dla obytego w świecie farmera z Louisiany, lub równie światłego robotnika ledwie zipiącego przemysłu ciężkiego z Cleveland, były prowadzone w klasycznym, dobrym amerykańskim stylu, przyszedł czas na zmiany na miarę nowej epoki, czego żądała ta inteligentniejsza część społeczeństwa. Na jej życzenie poparte dziecięcą naiwnością, prezydentem został ciemnoskóry Barack Obama, co zostało przyjęte masowym i histerycznym orgazmem. Niestety ta inteligentniejsza część, jeśli nie jest bezpośrednio związana z aparatem amerykańskiej władzy nie wie, że jeśli w burdelu panuje flauta, zmienia się kurwy, a nie firanki. Więc jest jak jest, z obietnic sympatycznego Baracka zostały jedynie wspomnienia przeżytego szczytowania. Nic więcej. Nawiasem mówiąc, rachunek jest otwarty, a obsługa lupanaru nerwowa.

Aktualnie o pracowicie wypierdziany stołek w Białym domu walczą Donald Trump i Hillary Clinton. Generalnie rzecz ujmując bogaty burak z bogatą hipokrytką. Zastanawiałem się więc całkiem teoretycznie na kogo bym głosował, gdybym był Amerykaninem? Wyszło mi, że na Donalda. Nie jestem na szczęście Amerykaninem, więc zastanawiałem się co jest dla mnie jako Europejczyka lepsze? I wyszło mi, że Donald. Oczywiście, może się zdarzyć, że wygra Hillary. Zapewne pierwsze co zmieni w amerykańskiej polityce, to ten stołek, na którym siedział kiedyś jej mąż paląc cygaro, a niejaka Monika piętro niżej była bardziej pracowita. No chyba, że Hillary rajcuje siedzenie na tym samym stołku.

Zastanawiałem się nad plusami i minusami, zresztą sami oceńcie.....

1. Kasiora
Donald nigdy nie miał do czynienia z tą bardzo wielką polityką, gdyż był zajęty robieniem kasy. Jak widać szło mu to całkiem dobrze. Fortuna Donalda Trumpa stopniała w ciągu roku aż o drobne 800 mln dolarów - podał amerykański magazyn "Forbes". W najnowszym rankingu najbogatszych Amerykanów kandydat na prezydenta USA spadł o 35 miejsc - na 156. pozycję, a jego majątek został wyceniony na jedynie 3,7 mld dolarów. No, biedny to on nie jest. Mógł sobie pozwolić na wyłożenie 55 milionów na kampanię bez oszczędzania na margarynie.

Hillary natomiast od samego początku była zaangażowana w politykę. Im wyżej tym więcej do czynienia miała z ludźmi typu Donald, tylko jakby o mniejszym poczuciu humoru. Wynika z tego, że Donald nie potrzebuje polityki by być bogatym, a Hillary bez polityki nie byłoby stać na utrzymywanie domu, którego miesięczne utrzymanie kosztuje 250 tyś. dolarów. W internecie łatwo znaleźć informacje. Na przykład taką:

Gdy na początku 2001 r. Bill Clinton odchodził z Białego Domu, a jego żona zaczynała karierę w Senacie, mieli długi szacowane na około 12 mln dolarów. W ciągu ośmiu lat mocno odbili się od dna, zarabiając prawie 110 mln dolarów.

Po odejściu z Białego Domu Bill Clinton jako emeryt podróżował po całym świecie, tak robią emeryci w USA. Robią to w bermudach w kratkę i słomianym kapeluszu. Tylko że Bill podróżował wygłaszając przemówienia. W wyjątkowo pracowitym roku 2005 przemówień tych było 352, średnio niemal jedno dziennie. Eksprezydent zarobił w ten sposób aż 52 mln dolarów. Ciekaw jestem co takiego płynie z ust byłego prezydenta by mu tak dobrze płacić za gadanie? Może nie jest bez znaczenia fakt, że w tym samym czasie jego żona, czyli Hillary była senatorem stanu New York i należała do 6 różnych komisji senackich (budżetu, sił zbrojnych, środowiska i robót publicznych, Zdrowia, Edukacji, Pracy i Emerytur, Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie). Ot takie nic nie znaczące komisje. :)

Nie jest też tajemnicą, że w 2009 roku Hillary zostaje sekretarzem stanu USA. Ale na tym nie kończy się zagadka finansów Clinton Sp.Zoo. Bill przez ostatnie pięć lat otrzymał od Yucaipa około 15 milionów dolarów w regularnych odstępach. Nie jest jasne za co, natomiast wiadomo, że nie za popisy oratorskie. Problemem jest to, że jednym z głównych udziałowców zarejestrowanej w Los Angeles Yucaipy, jest Szejk Dubaju. Dla porządku, Szejk nie jest obywatelem USA.

Nie chcę rzucać podejrzeń, ale ciekawi mnie, czy gdyby Hillary siedziała w domu i piekła indyka, czy Billowi też by tak dobrze płacono za gadanie? Nie ja jeden mam wątpliwości. „Na takie pieniądze trzeba zwykle zapracować. Jeśli to szejk Dubaju płaci mężowi osoby, która może zostać prezydentem USA, dobrze byłoby wiedzieć, za co” – powiedział agencji Bloomberga profesor Uniwersytetu Yale i były urzędnik Departamentu Skarbu Michael Graetz.

Ostatnio Bill też lubi sobie pogadać i jak podaje “The Washington Post: Hillary Rodham Clinton i jej mąż, były prezydent USA Bill Clinton w ciągu ostatnich 17 miesięcy zarobili 25 mln USD na 104 płatnych wystąpieniach." Dla tych, którzy nie mają pod ręką liczydła, kasztanów lub kalkulatora - 25 milionów dolarów za 104 wystąpienia daje średnio 240 tys dolarów za jedno "przemówienie".

Jednym słowem Donaldowi polityka nie jest potrzebna by być bogatym i sam sobie sponsoruje widzimisia prezydenckiego. Dla porównania część sponsoringu Hillary pochodzi z Arabii Saudyjskiej.

2. Sex, sek i jeszcze raz sex
Mówi się, że Donald to seksistowski macho, więc obciach by taki został prezydentem. Faktycznie, Emo to on nie jest. Nie wygląda też na faceta trenującego seksualną ascezę, a jeśli już zdecyduje się na małe bara-bara, robi to z najgorszym pasztetem w okolicy, bo ma takie dobre serce dla mniej obdarowanych urodą. Wszystkie dotychczasowe partnerki Donalda były dosyć atrakcyjnymi kobietami, oczywiście do czasu gdy odkryły chirurgię plastyczną. Donald też wolał nowy model, od “generalki”. Co do łapania pań za tyłki nie wypowiadam się, gdyż mnie przy tym nie było. Mam jednak wrażenie, że gdy ma się 3,7 miliarda baksów, można sobie pozwolić na płatną panienkę z najwyższej półki co pół godziny. Tu przeszkodą jest jedynie wydolność serca.

Problem polega na tym, że tacy jak Donald zawsze są na celowniku i łatwo od nich skubnąć trochę kasy. Nie twierdzę, że nie łapał za tyłki, tak naiwny nie jestem, ale z doświadczenia wiem, że wysyp napastowanych seksualnie zdarza się dosyć często, gdy pacjent kandyduje na coś lub do czegoś. Przykładem niech będzie Dominique Strauss Kahn, francuski polityk, były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Facet był niemal pewnym kandydatem socjalistów na prezydenta Francji w 2012, gdy zdecydował się zgwałcić pokojówkę. Przypadek?

Ale co tam kandydaci, spójrzmy na urzędujących. Ot choćby John Fitzgerald Kennedy, który był nie tylko uzależniony od lekarstw i narkotyków, ale także od seksu. Dave Powers, sekretarz od spraw specjalnych, gdyż tak nazwano funkcję oficjalnego alfonsa, był odpowiedzialny za kołowanie Johnowi panienek. A roboty miał po pachy. Johnowi nie wystarczała 19-letnia asystentka Mimi Alford, która 18 miesięcy była oficjalną metresą prezydenta. Ochroniarze prezydenta określają podróże prezydenta jako “objazdowy burdel”, do którego należało dziesiątki kobiet, między innymi inna praktykantka Judith Campbell, oraz Mary Pinchot Meyer, żona pracownika CIA. Ta ostatnia wspomina, że podczas prezydenckich party paliło się marychę i łykało LSD. W tych okolicznościach to co połykała Monika Lewinski jest drobnym żartem.

Nawet poważne sytuacje muszą ustąpić gdy ktoś ma chcicę. Jak podaje bulwarówka “The Sun”: “ W Brukseli odbywał się ważny szczyt, ale nie wszyscy mieli głowę do poważnych tematów. W czasie kiedy ważyły się losy obecności w Unii Wielkiej Brytanii, w jednej z toalet Parlamentu, w Lex Building, dwoje niemieckich oficjeli uprawiało seks. Brytyjska bulwarówka „The Sun” podała, że przedstawicieli niemieckiej delegacji „nakryła” w toalecie delegacja słoweńska. Przekazujący informacje prasie świadek „zdarzenia” nie podał personaliów jego „bohaterów”, ale podkreślił, że mówiono iż „Angela Merkel nie będzie szczęśliwa jak się dowie kto to był”. Nie chce mi się szukać innych przykładów, a Silvio Berlusconi jest zbyt banalny. W tej sytuacji łapanie za tyłek, to jakiś żart chyba. Prawda?

3. Polityka, ekspresem bo co tu gadać Zacznę od Hillary i zrobię to krótko. Do tej pory uczestniczyła we wszystkich poczynaniach USA w strofowaniu i musztrowaniu świata. Szczególnie aktywna była ta “demokratka” w sprawach Bliskiego Wschodu. Tutaj panuje tylko jedna zasada, dobre jest to co jest dobre dla USA i jej zbrojeniówki. Jak stwierdził jeden z niemieckich ekspertów w “Stern TV”, na rękach pani Clinton jest krew około 20 milionów ludzi tego regionu. Nie liczmy jako Europa na konsultowanie z nami działań na tak bliskim nam obszarze. Europę pani Clinton widzi jako zramolałą przeszkodę na drodze USA do prymatu na świecie. Jej polityka na pewno nie będzie dobra dla Europy, bo o Bliskim Wschodzie nie wspomnę. To jej dziełem między innymi jest dzisiejsza Ukraina.

Pozycja Donalda Trupa jest w wielu punktach bardzo kontrowersyjny, ale czy doprawdy tak do końca. Bardzo lewicowe europejskie media pokazują go jako rasistę i wariata. Jednym z powodów jest fakt, że Donald chce się dogadać z Putinem zamiast prać się z Rosją po pysku. Donald uważa, że problemem USA jest chora poprawność polityczna. Też tak uważam, nie tylko w sprawie USA. To prawda, że Trump chce deportacji obcokrajowców, ale nikt nie wspomina, że szczególnie tych o podłożu kryminalnym. Chce rejestrowania wszystkich obcokrajowców, nie widzę powodu by mówić nie. To chyba normalne. Chce zakończenia konfliktu w Syrii jak najszybciej w oparciu na “deal resetu” z Rosjanami. Jak podają niemieccy eksperci w swoich firmach Trump prowadzi politykę pomocy dla kolorowych kobiet, aktywowania “nielegalnych”, którzy chcą w USA pracować i zostać obywatelami tego państwa. Powiada się, że jest przeciwny reformie zdrowia jaką wprowadził Obama. Tak jest przeciwny, ale wynaturzeniom tej reformy i robieniu na niej łatwej kasy. Itd.

Donald Trump jest na sto procent postacią kontrowersyjną, populistą, trochę bogatym burakiem, trochę macho, trochę żenującą osobą z odjazdową fryzurą. Taki jest, ale jednym nie jest. Nie jest tak strasznym hipokrytą jak Hillary Clinton. Nie jest od nikogo zależny finansowo, może sobie zatem pozwolić na polityczną niepoprawność. Jeśli prezydentem zostanie Trump nie wiemy co nas czeka, w każdym razie świata chyba nie podpali. Bo i po co? Jeśli zostanie Clinton, niestety wiemy co będzie, a nie będzie lepiej.

Na całe szczęście nie muszę wybierać, mogę się jedynie przyglądać. :D

Może jeszcze jeden argument na korzyść Trumpa. Mimo wszystko jest mi jakoś ten skurwysyn sympatyczny. Natomiast gdybym znalazł się w towarzystwie Hillary, trzymałbym się za tętnicę szyjną. Cały czas.

LiniaEnd

VISITORS