Pociag do Jumy
nemopic nemoabyss
crew2
Linia
glob
linieStil

Established April 2004 - Last Update 18.09.2016

linieStil

Pociąg do Jumy

W Berlinie lat osiemdziesiątych kręciło się sporo różnych typków, którzy albo nie spieszyli się z powrotem na łono socjalistycznej ojczyzny, albo generalnie omijali ją z powodów natury stricte zawodowej. Pozostawili w PRL-u zbyt wiele odcisków palców by do niej wracać z nadzieją na dalszą karierę zawodową. Roiło się też od przyjezdnych lub przejezdnych, którzy potrzebowali noclegu na jakieś dwie noce do miesiąca. Nikogo więc nie dziwił fakt, że w domach polskich roiło się od gości, a jak goście to i impreza. Na imprezę zapraszało się znajomych, a ci przychodzili z własnymi gośćmi. To też nikogo nie dziwiło, a tym bardziej nie obrażało. Takie czasy patriotyczne były.

Pewnego dnia zadzwonił mój kumpel, sąsiad z drugiej strony ulicy. Kumpel zameldował, że z kolei   jego kumpel (dawniej z podwórka) organizuje imprezę bo Michael Jackson ma urodziny. Zaprasza więc pół Berlina, a ja mam przyjść z gitarą, bo mu pasuje do całokształtu kompozycyjnego. Pojechaliśmy. Jak się okazało imprezę organizowała berlińska gilda złodziejska. Jeszcze w życiu nie widziałem tak zastawionego stołu. Kawior w różnych kolorach stał w kryształowych wazach, Langusty wielkości uda, kraby jak talerze, muszle Jakobsa, włoskie wędliny, hiszpańskie szynki, ślimaki, sałatki i sześć rodzajów pieczywa. Swojski charakter imprezy podkreślały flaki po warszawsku, dymiące ze srebrnej wazy. Pan domu z dumą informował, że wszystko co na stole stoi, leży lub zwisa, pochodzi z jumy, czyli zostało ukradzione. Pewna panienka w czarnych lateksach skomentowała rzeczowo i optymistyczne zza obfitego biustu:   

-No to kurwa gites, znaczy, że nie fant koszerny, nie tuczy.

Alkoholi też nie brakowało a najtańszy teoretycznie, bo też jumany, był Chivas Regal. No to imprezka rozkręcała się szybko. Pojawiali się goście, ze swoimi gośćmi. Towarzystwo było mieszane. Byli lekarze, inżynierowie, wspomniani złodzieje kilku branż, artyści wszelakiej maści, handlarze samochodów, reżyser pornoli, szermierz olimpijski, właściciel kurzej farmy, producent lakierów do paznokci, kapuś bezpieki, bokser bez trenera, ludzie pracujący na czarno na złomie i budowach, panie w Versace, napakowany facet nieznanego zawodu, kelnerzy, elektryk wysokich napięć i będący przejazdem kaskaderzy pracujący kiedyś u znanego polskiego reżysera. Impreza rozkręcała się a ja grałem na gitarze, ludzie śpiewali "Hej Sokoły", wszyscy pili i czerpali z obfitego stołu.

4ac9943aad639570medW innym kącie bogato ubrane kobiety życzyły sobie by puszczono „Biełyje rosy”, bo je to wzrusza bardziej niż nowe BMW na „legalnych” papierach. Jakiś dwóch jegomości kłóciło się o pożyczone i nieoddane pieniądze w formie prawdziwych pieniędzy, Inni wymieniali informacje, gdzie można dostać lewe "białko" dla upierdliwej niemieckiej biurokracji, kto siedzi, kto wyszedł i jaka "papuga" dobrze nawija przed prokuratorem. W końcu pojawił się też solenizant w postaci sześcioletniego syna naszego gospodarza. Ubrany był w srebrny jedwabny garniturek i co chwila darł się do mnie:  Wujek, zagraj Jacksona. Mały był fanatykiem Michaela i miał jego wszystkie płyty organizowane przez tatusia. Z wniesieniem tortu czekano na niespodziankę. Niespodzianka zadzwoniła do drzwi i była to oryginalna cygańska orkiestra. Tatuś chciał wprawdzie zespół Kombi, ale ci byli właśnie w Dortmundzie. Cyganie dali koncert, tort pokrojono, cyganie zostali. A skoro, dyplomatycznie poinstruowano ich gdzie imprezują, i że właśnie z tego powodu tu się nie kradnie.

Panienka w lateksach zasmakowała w poezji śpiewanej, którą jej serwowałem z zapałem. Panienka spytała co ja robię zawodowo, że taki jestem inteligentny, odpowiedziałem, że jestem inżynierem. Panienka była wzruszona kontaktem z intelektualistą. Grzeczność za grzeczność, więc i ja spytałem czym się para. Odpowiedziała: 
- Jestem kurwą.
Byłem także wzruszony. Pod koniec wieczoru, czyli nad ranem, panienka powiedziała, że chce mi podziękować za przeżycia estetyczne, a że z powodu obecności mojej żony inaczej nie może, więc daje mi 100 Marek, i będzie szczęśliwa jeśli je przyjmę. W pierwszym odruchu chciałem odmówić, ale potem postanowiłem inaczej. Spojrzałem na czarny lateks z romantyczną duszą i rzekłem:  Wiesz, normalnie to bym się obraził, ale jestem chyba jedynym facetem któremu kurwa zapłaciła za przeżycia. Biorę.  Lateks zamachał cycami i wzruszony powiedział: 
- Ja pierdolę, ale z ciebie fajny gość.

Gdzie te czasy?

LiniaEnd

VISITORS